środa, 23 marca 2016

Ciepełko

Najłatwiej włączyć gaz i za chwilę kaloryfery sa ciepłe. No tak ale to możliwe w wielkim mieście, a na wsi i to takiej zaszytej na "końcu świata" nie ma gazu. No to paliłem drewnem ze starej więźby dachowej. Super sie paliła (grunt to suche drewnp). Ale się spaliła. Zacząłem przemarzać na przedwiośniu.  I żeby wiecej nie było mi zimno (bo to przykre, jak trzeba pracować a gorzej , jak odpoczywać w temperaturze 10 stopni), zakupiłem drewno . Jaworowe. To takie , które jest dobre do wytwarzania instrumentów muzycznych takich jak skrzypce. Tylko to nie takie proste. Najpierw trzeba wcześnie rano  wstać i pojechac do leśniczówki i mieć szczęscie kupić drewno. Potem trzeba załatwić transport i przygotowac miejsce rozładunku. Potem trzeba poszukać kogoś kto mi to drewno potnie piłą łańcuchową (mi szkoda czasu bo robię cos innego), nastepnie trzeba to drewno gdzieś poprzewozić i poukładać. Potem trzeba ję porąbać lub połupać jakimś urzadzeniem. Dalej należy je poukładać na otwartej przestrzeni pod daszkiem by do jesieni wyschło (podobno troche do tego czasu wyschnie). Potem nalezy je poukładać w stodole. A każda czynność dotyczy wzięcia do ręki 15 ton materiału. Drobiazg. Zachodzi pytanie czy nie lepiej było kupić w Castoramie gotowe do palenia metry przestrzenne słabo suchego dębu. A pewnie że LEPIEJ, ale juz za późno. Trzeba kończyc to co się zaczęło :(. Dzisiaj widziałem po raz pierwszy "córkę" mojego psa podwórkowego. To ten biały robalek na zdjęciach. 












Pozostało jeszcze trochę drewna do pocięcia, jak na ostatnim zdjęciu. Może kilka wiekszych kłód przetrę na deski.
Ale ciepełko będzie z tego dopiero jesienią :(. A co teraz ?