poniedziałek, 16 października 2017

Leszczyna

Z jednej strony "zielone lato trwa", z drugiej strony niezwykła złota jesień. Remont trwa. Temperatura 23 stopnie. Rewelacja. Rano obserwowałem jakieś kunowato łasicowate zwierzę :). Takie z białym podbrzuszem. Widziałem to pierwszy raz w życiu. Co to było nie wiem.
Sąsiad dał mi dzisiaj w prezencie kilka sześcioletnich krzaków leszczyny. Krzaki można było juz wykopać, oczywiście po mocnym przycięciu gałęzi. Jutro rano wkopię do ziemi. 
Za kilka dni ukończę tynkowanie ostatnich pomieszczeń w domu z piaskowca. Nie mogę się tego momentu doczekać. Tynkowanie nie idzie mi źle (bo się nauczyłem :) , ale nie lubię tego robić. 
Niedługo ponowne koszenie trawy, a potem zgrabianie liści. I palenie liści (chociaż nie wolno), rytualne (zapach takiego ogniska jest niezwykły). I marzy mi się pieczenie ziemniaków w ognisku. Też rytualne. UE tego zabrania ale mam to  gdzieś :). Dzisiaj pozdrawiam Pana na wieży w Dalkowie :)














sobota, 14 października 2017

Farfocle

Mimo ładnej pogody , pracuję :). Zacząłem robić w jednym z pokoi brakujące tynki. Na dole ze ściany wystawały kamienne i miejscami ceglane farfocle. Trzeba mi je było elektromłotkiem pościnać. Po tej wyjątkowo brudnej pracy , poprzyklejałem na narożniki metalowe profile. Owe profile są tylko do narożników prostych , ale ja nauczyłem się je wyginać i kleje je także do łuków nad oknami. Narożniki przyklejam punktowo klejem na gorąco z elektrycznego pistoletu. Nie ma lepszej metody. Następnie narożniki przykleiłem już na całej ich długości klejem do kafelków. I teraz już nakładałem ostatnia gładką warstwę tynku. W tym czasie na trawniku zdążyły pojawić się stokrotki . Żaba , o której wcześniej wspomniałem , nie poszła sobie . Nadal rezyduje, czyli jest rezydentem w moim domu. Jednak nie strajkuje :), nie chce podwyżki,  Ubędzie mi owadów w domu :). I dobrze. Pozostały jeszcze do otynkowania lunety okienne. Dzień pracy. Wszystkim życzę miłej ciepłej i słonecznej niedzieli . A ja zasłużyłem sobie na flaszeczkę piwka. 
















wtorek, 3 października 2017

Maliny, trawa i gładź tynkowa

W tę sobotę wyszedłem do ogrodu by wykosić trawę i znalazłem jeszcze trochę malin. Wiosna wsadziłem do ziemi patyczki i wyrosły małe maliny i teraz , to znaczy jesienią zaowocowały :). Całkiem niezłe :). Trawa niby nic ale jest tego trochę do koszenia . Traktorek do trawy nie kosi dobrze mokrej trawy i zbyt wysokiej. Trzeba było mi użyć kosy spalinowej. Dzień pracy. W niedzielę , a była przesliczna pogoda, zgrabiłem cały duży trawnik. W poniedziałek zwiozłem na kompostownik połowe "kupek " trawy. I zacząłem nakładać gładź tynkową na sciany kuchniosalonu :). Gładź wapienną. Zdrowa i nie potrzeba jej szlifować . A poza tym jest tak ładna , to znaczy ładnego koloru kościanego, że jakiś czas nie trzeba bedzie malować scian  :). We wtorek , czyli dzisiaj, kontynuowałem nakładanie owej gładzi. Na środe pozostało mi troche ściany z ostatniej fotografii. 
To był taki mini fotoreportaż z ostatnich czterech dni z domu z piaskowca. 
Pozdrawiam bardzo serdecznie ZiŁ-ów,  ludzi z Nawojowa oraz Tupaję ( moich nawierniejszych czytelników) ale też Śledzibowców (najbliższych sasiadów) i Wszystkich Innych zaglądaczoczytelników :). I życze Wszystkim Wam pieknej złotej jesieni :).