Najłatwiej włączyć gaz i za chwilę kaloryfery sa ciepłe. No tak ale to możliwe w wielkim mieście, a na wsi i to takiej zaszytej na "końcu świata" nie ma gazu. No to paliłem drewnem ze starej więźby dachowej. Super sie paliła (grunt to suche drewnp). Ale się spaliła. Zacząłem przemarzać na przedwiośniu. I żeby wiecej nie było mi zimno (bo to przykre, jak trzeba pracować a gorzej , jak odpoczywać w temperaturze 10 stopni), zakupiłem drewno . Jaworowe. To takie , które jest dobre do wytwarzania instrumentów muzycznych takich jak skrzypce. Tylko to nie takie proste. Najpierw trzeba wcześnie rano wstać i pojechac do leśniczówki i mieć szczęscie kupić drewno. Potem trzeba załatwić transport i przygotowac miejsce rozładunku. Potem trzeba poszukać kogoś kto mi to drewno potnie piłą łańcuchową (mi szkoda czasu bo robię cos innego), nastepnie trzeba to drewno gdzieś poprzewozić i poukładać. Potem trzeba ję porąbać lub połupać jakimś urzadzeniem. Dalej należy je poukładać na otwartej przestrzeni pod daszkiem by do jesieni wyschło (podobno troche do tego czasu wyschnie). Potem nalezy je poukładać w stodole. A każda czynność dotyczy wzięcia do ręki 15 ton materiału. Drobiazg. Zachodzi pytanie czy nie lepiej było kupić w Castoramie gotowe do palenia metry przestrzenne słabo suchego dębu. A pewnie że LEPIEJ, ale juz za późno. Trzeba kończyc to co się zaczęło :(. Dzisiaj widziałem po raz pierwszy "córkę" mojego psa podwórkowego. To ten biały robalek na zdjęciach.
Pozostało jeszcze trochę drewna do pocięcia, jak na ostatnim zdjęciu. Może kilka wiekszych kłód przetrę na deski.
Ale ciepełko będzie z tego dopiero jesienią :(. A co teraz ?











Stosunkowo najtaniej i najmniej roboty to kupno drewna od handlarzy. Przy odrobinie szczęścia nie oszukają i będzie legalne.
OdpowiedzUsuńOj my się też nauczyliśmy, że lepiej kupić drewno pocięte i porąbane już chociaż z grubsza. Taka "zabawa" z belami jest dobra, jak się nie ma nic innego do roboty i posiada się odpowiedni sprzęt. Być może jak remonty skończymy, ogród będzie uporządkowany (i tylko pielęgnacja zostanie)?
OdpowiedzUsuńMasz całkowicie rację :). Jest juz po fakcie :(
UsuńTo znaczy ja zasadniczo jak już musze to sam wyrabiam w lesie. Ale ja to ja, palę głównie węglem a te kilkanaście metrów rocznie to w zasadzie dla rozrywki.
OdpowiedzUsuńMój sasiad sam pozyskuje drewno z lasu (w uzgodnieniu z leśniczym). Sporo pracy. Ale tez lesniczy sprzedaje drewno o niskiej wartości kalorycznej i jego duzo potrzeba w miejsce takiego jak ja kupiłem . Policzyłem ostatnio i wyszło mi , że mój sposób , choć zabiera duzo czasu nie jest aż taki zły. Suma sumarum na jedno wychodzi :).
UsuńLeśniczy sprzedaje mi zasadniczo to, o co go poproszę. Czyli jadę i mówię "tam w 234d leżą dwie brzozy, chcę je wyrobić". Roboty sporo, choć niektórzy wyrabiają sobie opał na całą zimę w postaci gałęziówki i nie marudzą. To jest dopiero sporo roboty...
UsuńOstatnio dość dokładnie sobie policzyłem : rachunki za drewno , własna praca, czas, wartości kaloryczne drewna, i kilka innych. Wyniki sa bardzo zbliżone :). Najlepiej to byc boć bogaty i kupić sobie pociete i dwa lata suszone dębowe lub bukowe drewno w ilości tyle ile potrzeba i dodatkowo zlecić poukładanie w stodole lub na stogach za domem :)
OdpowiedzUsuńNajekonomiczniej (licząc również koszt własnej pracy) w naszych warunkach palić węglem w dobrym kotle. A w nowoczesnym domu, moim zdaniem, gazem...
UsuńTeż jestem zdania że węgiel i dobry kocioł to dobre rozwiązanie. A w nowoczesnym domu wszystko jedno czym palić. Każde paliwo jest tam ekonomiczne, ale nie każde tak wygodne jak gaz.
Usuń