I znów o podłodze, ale było co przy niej robić. Bo i deski sufitowe na stropie były do wymiany . I po pewnie 200 latach dom osiadł i zdepoziomował sie sufit (a tym samym podłoga na piętrze), no to i trzeba było występ na murach wokół podłogi wypoziomować. Każda belka sufitowa (podłogowa) leżała w innym poziomie i stąd dobiłem do nich po dwóch stronach deski (4 cm grubości) tak by oczywiście ich krawędzie leżały na tym samym poziomie i oczywiście na właściwym poziomie :). I wszystko w "parterze". Nie czuję kręgosłupa :(.
Potem założyłem aku (sonic) izolacje z wełny mineralnej no i nareszcie zabrałem się do układania desek. Było co robic bo kupiłem najtańsze, a one były lekko powyginane i niemal że każdą trzeba było mozolnie klinami dociągać. Uff. Trwało to godzinami. No ale coś za coś. Na zakończenie tygodnia podkład z caponu i dość twardy , nie zalecany przez mateczkę Unię Europejska, lakier Domacośtam. Śmierdział troche więc musiałem wyjechać na noc do Wro.
A to nie koniec bo jeszcze cokoły trzeba kupić, polakierować, podocinać i na piankę przykleić. I posprzatać po sobie :).
No i żeby nie tylko podłoga i podłoga , to pozakładałem troche dachówek i gąsiorów na daszek nad studnia. Co ciekawe daszek , jak mówi rodzina chroni studnię z woda deszczowa od deszczu !!!. Bo studnia jest zbiornikiem owej by czym było ogród podlewać :)))))).
Skojarzenia to przekleństwo, lecz możemy dziś dać głowę że istnieje podobieństwo sękatej sosnowej podłogi do "pyszczka" piegowatej rudej dziewczyny, choć zupełnie to przypadkowe :).





